czwartek, 7 stycznia 2021

Warsztat (aspirującego) pisarza ;)

Przeważnie mam tak, że nie wierzę... I aby uwierzyć: muszę spróbować. Stad moje bezustanne dążenie do wypróbowywania różnych dróg w tym co robię. Czasem oczywiście (wzorem strego osła) uprę się przy jakimś rozwiązaniu niekoniecznie optymalnym... 

Takie kaprysy bywają jednak wybaczalne, o ile prowadzą do celu. 

Ćwiczę rzemiosło pisarskie od kiedy zacząłem w ogóle pisać. Wychodzi mi to różnie, zależnie od zaangażowania i "kaprysów". Wypróbowałem też wiele sposobów aby czynić swe grafomaństwo możliwie przyjemnym i sprawnym w tworzeniu. Od zeszytu i ołówka/długopisu przez edytory tekstu, maszyny, dyktafonu, google'a do specjalnych programów. Dzisiaj przedstawię trzy metody, które przeważnie u mnie działają na wyobraźnię ;) 

1. Prosty edytor tekstu. IBM T42

 W zasadzie nie piszę na MS Wordzie czy jego darmowych odpowiednikach, to ew. można zostawić na edycję czy 2 wersję tekstu. Korzystam aktualnie z Q10 writer, który jest tzw. bez-dystrakcyjnym edytorem tekstu. Domyślnie zajmuje cały ekran, nie ma żadnych linijek czy innych widocznych narzędzi. W zasadzie jest tylko starodawny kursor - kreska tam, gdzie stawiamy kolejny znak. W opcjach można dodać sobie podgląd statystyk (ilość napisanych znaków/wyrazów) czy dźwięk maszyny do pisania ;) Jest kilka programów tego rodzaju na rynku (darmowych) i szczerze je polecam.
Uważać należy natomiast na zgodność różnych wersji pliku przy przenoszeniu do poszczególnych programów. Ja robię zawsze przynajmniej dwie kopie tekstu po zakończeniu "sesji" - przeżyłem dwa pady dysku i przynajmniej jedno istotne uszkodzenie pliku. 
Dodatkowo korzystam ze starego laptopa bez dostępu do sieci - aby zminimalizować wszelkie pokusy czyhające na naszą wyobraźnię i uwagę...

W przypadku komputera polecam zaopatrzyć się z klawiaturę mechaniczną. Jest szybsza (w ogóle to najszybsza metoda pisania!) i wytrzymalsza od tańszych odpowiedników opartych na silikonowych gumkach. Wydaje też przyjemny dźwięk :) Mój IBMT42 ma jedną z lepszych klawiatur dostępnych na komputery przenośne, z tego co wiem w niewielu nowych lapkach są dostatecznie foremne, duże i szybko działające klawisze.

2. Elektroniczna maszyna do pisania. Smith Corona XD4900.
 
 
Jeden z moich licealnych zakupów, który przeleżał w szafie 10 lat zanim udało mi się zdobyć kartridże z taśmą. Działa teraz zaskakująco dobrze. Pisze się na niej szybko, a zarazem lekko. Klawiatura jest mechaniczna - nie ma porównania do silikonowych budżetówek w większości komputerów. 
Przewagę nad komputerem ma taką, że tekst od razu pojawia się na kartce. Trudno też zająć się czymś innym podczas pisania. Dla mnie istotny jest też fakt, że przez brak możliwości edycji maszyna niejako bezustannie pcha nas do przodu w pracy.
Mam do niej kilka taśm w zapasie, ale są jeszcze dostępne nowe kartridże do takich modeli jak Erica 3004/3006 oraz Optima SM20/22/24. I te ewentualnie bym polecał amatorom analogowej zabawy - same maszyny można wyrwać z serwisów aukcyjnych czy OLX za 100 zł lub mniej.

3. Mechaniczna maszyna do pisania. Olympia SM3.

Najbardziej ekstrawaganckie narzędzie do pisania, jakie znajdziecie :) W zasadzie większość klasyki od początku wieku z dużą dozą prawdopodobieństwa powstała na jakiejś maszynie do pisania. Jest ciężka, głośna i trzeba nauczyć się jej obsługi, ale ostatecznie daje klimat nieporównywalny z niczym innym.
Dostajemy to co wyżej, czyli tekst fizycznie na kartce. Nasz maszynopis jest zawsze gotów, aby do niego usiąść i kontynuować. Nie ma też przy niej miejsca na dystrakcje - czasem trzeba wymienić kartkę na czystą. Dźwięk dzwonka przy końcu linii i mechanizm powrotny wałka daje nam jasno do zrozumienia, że napisaliśmy kolejny wers.
Z wad należy wspomnieć, że jest wolniejsza od dwóch powyższych. Bywa to wadą, ale może być też zaletą, gdyż w połączeniu z brakiem możliwości edycji tekstu wymusza na nas głębsze przemyślenie tego, co piszemy.
Samo pisanie jest też w pewien sposób wymagające fizycznie - w klawisze trzeba uderzać dość stanowczo. Różnie to działa przy różnych modelach, ale jakaś siła zawsze jest wymagana.
Doskonała do krótszych form: listów, opowiadań etc.

Poza wadami i zaletami poszczególnych rozwiązań wszystkie łączy jeden mianownik: brak dystrakcji. W przypadku maszyn jest to także nie mniej dla mnie istotne "pchanie do przodu" z wstukiwaniem kolejnych wersów. Edytor tekstu umożliwia nam korektę na żądanie, co nieraz prowadzi do niepotrzebnego zatrzymywania się w miejscu. Obecnie wałkuję metodę parcia na przód i zostawiania edycji na drugą wersję tekstu - kiedy można się skupić na technicznej warstwie, a jednocześnie mieć już całą historię "ma papierze". Zobaczymy, jak mi to wyjdzie ;)