wtorek, 31 stycznia 2017
Kawa.
Dobra kawa to podstawa :)
Nauczyłem się doceniać ten napój podczas pracy z włochami na kontrakcie. Mieli swój ekspres na kapsułki, które w pewnym momencie były niezłym towarem przetargowym :) Mała czarna (30ml) zapita kubkiem wody... niezła i co najważniejsze: dawała kopa. Potem zakupiono drugi ekspres, robiący kawę bardziej Polską - zwłaszcza objętościowo. I kawa już ze mną została.
Przy nadarzającej się okazji zakupiłem w pewnej sieci własny ekspresik najprostszego typu: kolbowy. Z przygotowaniem kawy jest trochę zabawy, ale jednocześnie lubię ten rytuał i konieczności dopilnowania kilku czynników, aby kawa wyszła jak należy :)
Chętnie odsyłam także do wikipedii, gdzie podano najciekawsze fakty na temat kawy.
Jako barista-amator pojąłem już, że najlepsza kawa to taka ze świeżo zmielonych ziaren (koniecznie w młynku żarnowym... którego niestety nie posiadam :(), oraz zaparzana w temperaturze 90-85 C... w ekspresie zdolnym wytworzyć 9 barów ciśnienia. To oczywiście nie jedyny sposób parzenia kawy, ale popularna u nas zalewajka z kolei jest jedną z najsłabszych metod (w celu uratowania choć cześci aromatu, zaleca się używać świeżo zagotowanej wody - nigdy dwukrotnie gotowanej), a kawy typu instant to chyba najgorsze zło :) (tutaj należy odczekać, aż woda osiągnie około 90-85 stopni przed zalaniem kubka, wtedy mamy syntetyczną namiastkę kawy ;)).
Jak wieści niosą... najsłabsza nawet kawa z ekspresu jest lepsza niż bardzo dobra "zalewajka". I tego się trzymajmy.
W Polsce sprzedaż kawy w formie ziaren dopiero się rozkręca (wciąż króluje mielona - profanacja!). Powstały już pierwsze palarnie kaw - wypalona kawa powinna być skonsumowana w ciągu 2-4 tygodni... im szybciej, tym lepiej!
Rośnie także świadomość konsumentów i coraz więcej wybiera porządną kawę, przyrządzoną zgodnie ze sztuką.
Na pewno spotkaliście się z ekspresami w miejscu pracy, zakładach usługowych czy (banalnie) kawiarniach :) Prz odrobinie samozaparcia i stosunkowo niskich nakładach finansowych (mój ekspres kosztował 229 zł i chociaż nie jest to polecany model, to spełnia swoje zadanie), można cieszyć się znakomitą kawą w domu, kiedy tylko tego zapragniemy.
Jeżeli kawa to tylko 100% Arabica - najbogatszy aromat i smak. Robusta jest biedniejszą odmianą, spotykane są także mieszanki.
Chyba na tyle... jak coś sobie przypomnę to dopiszę :)
niedziela, 29 stycznia 2017
Muzeum Techniki i Przemysłu
Jedno z najciekawszych i najstarszych muzeów w naszym kraju wkrótce zapewne przestanie istnieć. Cel wycieczek szkolnych mojego pokolenia jak i licznych amatorów techniki i nauki jako-takiej. Organizator wielu wystaw i eventów (udało mi się załapać na odpalanie Stratopoloneza! Bez tłumików :)) , oraz świadectwo naszego Polskiego dorobku technicznego, naukowego, przemysłowego oraz innowacji... wkrótce zapewne przestanie istnieć.
Rząd, przypomnijmy ciągle piejący o innowacyjności i polskiej ucieczce z pułapki średniego rozwoju, odrzucił prośbę o dofinansowanie dla muzeum na rok 2016. Kwota skromna, raptem 5 mln złotych za kilkanaście etatów i kilkanaście tysięcy metrów kwadratowych wystaw.
Brak słów.
Wiecie, że MTiP zostało pierwotnie zawarte w projekcie PKiN? ZSSR bardziej troszczyła się o dorobek kraju jak obecni partiiryjoci.
Mam nadzieję, że jednak muzeum w jakiś sposób przetrwa w obecnej lokalizacji. Zmarnować 60 lat pracy dla zachowania naszego dziedzictwa przez partyjne gierki i interesy byłoby czymś, z czym żaden Polak nie powinien się godzić.
Rząd, przypomnijmy ciągle piejący o innowacyjności i polskiej ucieczce z pułapki średniego rozwoju, odrzucił prośbę o dofinansowanie dla muzeum na rok 2016. Kwota skromna, raptem 5 mln złotych za kilkanaście etatów i kilkanaście tysięcy metrów kwadratowych wystaw.
Brak słów.
Wiecie, że MTiP zostało pierwotnie zawarte w projekcie PKiN? ZSSR bardziej troszczyła się o dorobek kraju jak obecni partiiryjoci.
Mam nadzieję, że jednak muzeum w jakiś sposób przetrwa w obecnej lokalizacji. Zmarnować 60 lat pracy dla zachowania naszego dziedzictwa przez partyjne gierki i interesy byłoby czymś, z czym żaden Polak nie powinien się godzić.
czwartek, 26 stycznia 2017
PoTF
Poets of The Fall
Jeden z moich ulubionych zespołów anglojęzycznych, powstały w 2003 roku w Finlandii. Ich styl to mieszanka łagodnego, melodyjnego rocka, gitarowego grania oraz poetyckich tekstów.
Niedawno wydali swoją 7 płytę, a pomimo tego są na naszej ziemi mało znani :) Koncertują głównie na północy i zachodzie Europy, chociaż i w Rosji bywają częstymi gośćmi. Dostać u nas ich oryginalny krążek do niedawna było możliwe tylko na zasadzie wysyłki z Finlandii, obecnie pojawiają się już np. na aukcjach. Nie natknąłem się niestety na ich muzykę w żadnym sklepie.
Ich muzyka to w uproszczeniu poetycki rock, do tego genialny! Pewną barierą do zrozumienia tekstów jest poziom języka, jaki musimy mieć opanowany. Poezję w ojczystym języku czasem ciężko docenić, a co dopiero po angielsku i do tego śpiewaną! Niemniej warto spróbować. Prawdziwe wsłuchiwanie się w krążki, raz za razem odkrywając jakieś nowe odniesienia czy znaczenia poszczególnych słów i metafor... jest tym co tygryski lubią najbardziej.
Z obowiązku wspomnę, że tytuł mojego bloga pochodzi bezpośrednio od tytułu jednego z moich ulubionych utworów (z prywatnej listy wszech czasów ;)) poetów.
A na tych 7 studyjnych krążkach każdy znajdzie coś dla siebie, od łagodnych ballad po ostre, dynamiczne ścieżki podnoszące ciśnienie w układzie :)
Zaproponowałbym do sprawdzenia na początek:
Where do we draw the line
Psychosis
Locking up the sun
More!
3AM
Rogue...
Reszta zależy od preferencji ale gotów jestem zaryzykować, że każdy fan rocka znajdzie w ich dyskografii coś dla siebie :)
piątek, 6 stycznia 2017
Jesteś tym co jesz.
Nie o dietę mi się rozchodzi, a raczej o odniesienie do klasycznego powiedzenia, używanego powszechnie przez dietetyków, trenerów, coachów czy nawet znachorów :)
Jesteś tym co jesz.
Pragnął bym tutaj odnieść się do informacji jako pożywienia oraz naszej psychiki jako jestestwa.
Prawda ta wcale nie będzie mniej aktualna. To jakie informacje przyswajamy każdego dnia wpływa na nasze samopoczucie, obraz świata, podejmowane decyzje czy zdrowie.Mamy tutaj pewne nawyki, odnoszące się do naszego wychowania i zainteresowań, ale też warto nad naszą kulturą umysłową trochę popracować.
Internet (tuby, portale społecznościowe, serwisy informacyjne etc.), telewizję, radio... z mediów najbardziej agresywnie wtłaczających nam gigabajty swoich danych każdego dnia. Po reklamy, bilboardy, plakaty, ulotki czy opakowania działające bardziej pasywnie i podświadomie (jest tego oczywiście więcej). Wszystko to próbuje nas zainteresować, zaszokować, poinformować, zaimponować nam czy nakłonić do określonych decyzji.
Jest tego ogrom. Nierzadko od kiedy otworzymy oczy, aż po błogi sen (w nim odtwarzamy często przekazy z danego dnia!) bombardują nas tysiącami nic nie znaczących rzeczy.
Efekty są różne, jak różni jesteśmy my. Mógłbym wymienić gorszą koncentrację, pamięć, kojarzenie, osłabienia nastroju itd. W zależności co jemy.
Tweety, memy, śmieszne filmiki, paski informacyjne, wiadomości, programy... Informacja jest dzisiaj naprawdę szybko produkowana i dystrybuowana na masową skalę. Co gorsza jej poziom systematycznie spada. Dobra informacja potrzebuje źródeł, ich weryfikacji i potwierdzenia, a to trwa :) Mało kogo stać na taką strategię - większość informacji sprzedaje się na pniu, na gorąco, aby prędzej - przed konkurencją.
Jemy więc to co mamy... a to danie co najwyżej średniej jakości.
Aby nieco odpocząć, dać sobie szansę na przetrwanie czy nie dać się zwariować warto zadbać o swoją główkę.
Książka, zamiast ciągłego śledzenia nowości w smartfonie? Banał, ale naprawdę działa. O ile zdobędziemy się na odwyk od telefonu :)
Wyłączenie wszelkich grających w tle urządzeń.
Dbanie o własną kulturę myśli!
Staranie się unikać bezsensownego siedzenia w sieci.
Preferowanie tradycyjnych form przekazu informacji (gazeta/książka) - które wymagają od nas pewnego skupienia, ale nie są nachalne i nie tłoczą nam wielu bodźców równocześnie.
Na pewno każdy dorzuci coś od siebie. Sami często się łapiemy na czymś, przez co bezpowrotnie tracimy czas, a i tak nie możemy przestać :)
Czemu znów poruszam ten temat? Bo jest mi bliski. Złapałem się na tym, że po ciężkim dniu pracy często moje odstresowanie polega na przeglądaniu śmiesznych obrazków w internecie czy oglądaniu filmików. Niby nic gorszącego, ale równocześnie zatraciłem chęć do ambitniejszej formy rozrywki - jak książka, pisanie bloga czy jakieś czasopismo. Ogółem... odnosząc się do aktywnego wypoczynku jako czasu spędzanego na dworze, w ruchu, warto w podobny sposób dawać wypocząć swej główce - aktywnie.
A jako sposób na długofalowe i skuteczne utrzymanie i podwyższanie naszych zdolności psychicznych: po prostu dbanie o kulturę informacji, jaką przyswajamy.
Jesteś tym co jesz.
Pragnął bym tutaj odnieść się do informacji jako pożywienia oraz naszej psychiki jako jestestwa.
Prawda ta wcale nie będzie mniej aktualna. To jakie informacje przyswajamy każdego dnia wpływa na nasze samopoczucie, obraz świata, podejmowane decyzje czy zdrowie.Mamy tutaj pewne nawyki, odnoszące się do naszego wychowania i zainteresowań, ale też warto nad naszą kulturą umysłową trochę popracować.
Internet (tuby, portale społecznościowe, serwisy informacyjne etc.), telewizję, radio... z mediów najbardziej agresywnie wtłaczających nam gigabajty swoich danych każdego dnia. Po reklamy, bilboardy, plakaty, ulotki czy opakowania działające bardziej pasywnie i podświadomie (jest tego oczywiście więcej). Wszystko to próbuje nas zainteresować, zaszokować, poinformować, zaimponować nam czy nakłonić do określonych decyzji.
Jest tego ogrom. Nierzadko od kiedy otworzymy oczy, aż po błogi sen (w nim odtwarzamy często przekazy z danego dnia!) bombardują nas tysiącami nic nie znaczących rzeczy.
Efekty są różne, jak różni jesteśmy my. Mógłbym wymienić gorszą koncentrację, pamięć, kojarzenie, osłabienia nastroju itd. W zależności co jemy.
Tweety, memy, śmieszne filmiki, paski informacyjne, wiadomości, programy... Informacja jest dzisiaj naprawdę szybko produkowana i dystrybuowana na masową skalę. Co gorsza jej poziom systematycznie spada. Dobra informacja potrzebuje źródeł, ich weryfikacji i potwierdzenia, a to trwa :) Mało kogo stać na taką strategię - większość informacji sprzedaje się na pniu, na gorąco, aby prędzej - przed konkurencją.
Jemy więc to co mamy... a to danie co najwyżej średniej jakości.
Aby nieco odpocząć, dać sobie szansę na przetrwanie czy nie dać się zwariować warto zadbać o swoją główkę.
Książka, zamiast ciągłego śledzenia nowości w smartfonie? Banał, ale naprawdę działa. O ile zdobędziemy się na odwyk od telefonu :)
Wyłączenie wszelkich grających w tle urządzeń.
Dbanie o własną kulturę myśli!
Staranie się unikać bezsensownego siedzenia w sieci.
Preferowanie tradycyjnych form przekazu informacji (gazeta/książka) - które wymagają od nas pewnego skupienia, ale nie są nachalne i nie tłoczą nam wielu bodźców równocześnie.
Na pewno każdy dorzuci coś od siebie. Sami często się łapiemy na czymś, przez co bezpowrotnie tracimy czas, a i tak nie możemy przestać :)
Czemu znów poruszam ten temat? Bo jest mi bliski. Złapałem się na tym, że po ciężkim dniu pracy często moje odstresowanie polega na przeglądaniu śmiesznych obrazków w internecie czy oglądaniu filmików. Niby nic gorszącego, ale równocześnie zatraciłem chęć do ambitniejszej formy rozrywki - jak książka, pisanie bloga czy jakieś czasopismo. Ogółem... odnosząc się do aktywnego wypoczynku jako czasu spędzanego na dworze, w ruchu, warto w podobny sposób dawać wypocząć swej główce - aktywnie.
A jako sposób na długofalowe i skuteczne utrzymanie i podwyższanie naszych zdolności psychicznych: po prostu dbanie o kulturę informacji, jaką przyswajamy.
sobota, 24 grudnia 2016
Mad
"They say people don't believe in heroes anymore. Well damn them! You and me, Max, we're gonna give them back their heroes!"
Cytując klasyka, odnosząc się do dośc popularnej w mainstreamie modzie na postapokalipsę, oraz wreszcie nawiązując do poprzedniego mojego posta stwierdzam: Nie wierzymy już w bohaterów. Albo i bohaterstwo w ogóle.
Nasza cywilizacja obecnie skupia się na poprawie bytu ns ziemi, na globalnym ociepleniu, na przeludnieniu oraz problemach związanych z różnicami w statusie materialnym, wierze czy rozwoju gospodarczym... tudzież imperialnym.
Informacja, którą upajamy się każdego dnia, daje nam szerszy obraz świata... ale jednocześnie go spłycając. Dostajemy wyrywki, slogany, rzut oka na druga półkulę, na rzeczy ciekawe i przyciągające uwagę. Na szybkie newsy, katastrofy, igrzyska, wybuchy, święta, technologię, pogodę i modę.
Na wszystko po trochu, jednocześnie na nic konkretnie. Wydaje nam się żeśmy obyci, światowi, obywatelsko ziemscy.
Nic bardziej mylnego.
O ile zdaje się, ze świat jest coraz mniejszy, to nasza ignorancja przy tym coraz większa. Zadowalamy się tym, co możemy szybko przyswoic. Na głębszą analizę czasu brak. Powtarzam się, wiem... ale dajmy przykład pod rozwagę.
Nasi ojcowie, czy dziadkowie fascynowali się podbojem kosmosu, wyścigiem na księżyc... z wielu dzieł tamtego okresu wyłania się obraz początku XXI wieku, w którym ludzie mieszkają na księżycu, latają samochodami i są na poziomie cywilizacyjnym dla nas odległym jeszcze o kilkadziesiąt lat - o ile w ogóle osiągalnym.
Mieli wizję, mieli nadzieję i cel.
A my? Poza dziesiątkami dzieł o zagładzie ludzkości przejmujemy się głównie ociepleniem klimatu, kryzysem migracyjnym czy ceną paliwa na stacji. Ew. bezrobociem i rozkładem sił na świecie.
Brak nam wizji, brak nam idei... brak wielkiego celu, do którego byśmy dążyli. Odkrycia naukowe cały czas oczywiście zadziwiają... ale już w gronie eksperckim, hermetycznym przez wiedzę, jaką trzeba posiadac do ich zrozumienia, oraz brak wielkiego wpływu na nasze życie.
Tak na szybko nie potrafię sobie przypomniec żadnego wynalazku, który mógłby umożliwic nam skok na kolejny poziom rozwoju... Nowe źródło energii? Jakiś super tani i wytrzymały materiał? Nowe źródło napędu? Plan podboju kosmosu?
Jedynie rozwój sztucznej inteligencji przychodzi mi do głowy. Ale w tym tkwi więcej zagrożeń, niż szans :) Może nie o mordercze maszyny chodzi, ale z punktu widzenia ignoranta każda maszyna, która jest go w stanie zastąpic w pracy, istotnie jest niemal śmiertelnym zagrożeniem. Bo gdzie się taki ignorant podzieje bez perspektyw na życie? Mamy przedsmak w obecnych ruchach polityczno-społecznych.
Wracając do meritum... nasza wizja przyszłości nie napawa optymizmem. Jakby na to nie spojrzec. Co psuje morale nas, jako zwierząt stadnych. Do tego stopnia, że jesteśmy ślepi na dramaty wojenne czy humanitarne.
Ludzie może nie tyle nie wierzą już w bohaterów, co nie wierzą, że jakiś bohater mógłby coś zmienic na świecie. (p.s.:czy filmy o superbohaterach zdradzają nasze podświadome pragnienia?!)
Rozważmy to.
Na zakończenie: Bliski jest mi temat naszego rodaka, który zginął w zamachu w Niemczech, kiedy porwano jego ciężarówkę, w celu stratowania ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym. Oto bohater, który najprawdopodobniej walczył do końca, nie bacząc na swój los. Tacy ludzie dają nadzieję. Wyrazy współczucia dla rodziny. Odszedł przyzwoity człowiek. A takich coraz mniej...
Cytując klasyka, odnosząc się do dośc popularnej w mainstreamie modzie na postapokalipsę, oraz wreszcie nawiązując do poprzedniego mojego posta stwierdzam: Nie wierzymy już w bohaterów. Albo i bohaterstwo w ogóle.
Nasza cywilizacja obecnie skupia się na poprawie bytu ns ziemi, na globalnym ociepleniu, na przeludnieniu oraz problemach związanych z różnicami w statusie materialnym, wierze czy rozwoju gospodarczym... tudzież imperialnym.
Informacja, którą upajamy się każdego dnia, daje nam szerszy obraz świata... ale jednocześnie go spłycając. Dostajemy wyrywki, slogany, rzut oka na druga półkulę, na rzeczy ciekawe i przyciągające uwagę. Na szybkie newsy, katastrofy, igrzyska, wybuchy, święta, technologię, pogodę i modę.
Na wszystko po trochu, jednocześnie na nic konkretnie. Wydaje nam się żeśmy obyci, światowi, obywatelsko ziemscy.
Nic bardziej mylnego.
O ile zdaje się, ze świat jest coraz mniejszy, to nasza ignorancja przy tym coraz większa. Zadowalamy się tym, co możemy szybko przyswoic. Na głębszą analizę czasu brak. Powtarzam się, wiem... ale dajmy przykład pod rozwagę.
Nasi ojcowie, czy dziadkowie fascynowali się podbojem kosmosu, wyścigiem na księżyc... z wielu dzieł tamtego okresu wyłania się obraz początku XXI wieku, w którym ludzie mieszkają na księżycu, latają samochodami i są na poziomie cywilizacyjnym dla nas odległym jeszcze o kilkadziesiąt lat - o ile w ogóle osiągalnym.
Mieli wizję, mieli nadzieję i cel.
A my? Poza dziesiątkami dzieł o zagładzie ludzkości przejmujemy się głównie ociepleniem klimatu, kryzysem migracyjnym czy ceną paliwa na stacji. Ew. bezrobociem i rozkładem sił na świecie.
Brak nam wizji, brak nam idei... brak wielkiego celu, do którego byśmy dążyli. Odkrycia naukowe cały czas oczywiście zadziwiają... ale już w gronie eksperckim, hermetycznym przez wiedzę, jaką trzeba posiadac do ich zrozumienia, oraz brak wielkiego wpływu na nasze życie.
Tak na szybko nie potrafię sobie przypomniec żadnego wynalazku, który mógłby umożliwic nam skok na kolejny poziom rozwoju... Nowe źródło energii? Jakiś super tani i wytrzymały materiał? Nowe źródło napędu? Plan podboju kosmosu?
Jedynie rozwój sztucznej inteligencji przychodzi mi do głowy. Ale w tym tkwi więcej zagrożeń, niż szans :) Może nie o mordercze maszyny chodzi, ale z punktu widzenia ignoranta każda maszyna, która jest go w stanie zastąpic w pracy, istotnie jest niemal śmiertelnym zagrożeniem. Bo gdzie się taki ignorant podzieje bez perspektyw na życie? Mamy przedsmak w obecnych ruchach polityczno-społecznych.
Wracając do meritum... nasza wizja przyszłości nie napawa optymizmem. Jakby na to nie spojrzec. Co psuje morale nas, jako zwierząt stadnych. Do tego stopnia, że jesteśmy ślepi na dramaty wojenne czy humanitarne.
Ludzie może nie tyle nie wierzą już w bohaterów, co nie wierzą, że jakiś bohater mógłby coś zmienic na świecie. (p.s.:czy filmy o superbohaterach zdradzają nasze podświadome pragnienia?!)
Rozważmy to.
Na zakończenie: Bliski jest mi temat naszego rodaka, który zginął w zamachu w Niemczech, kiedy porwano jego ciężarówkę, w celu stratowania ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym. Oto bohater, który najprawdopodobniej walczył do końca, nie bacząc na swój los. Tacy ludzie dają nadzieję. Wyrazy współczucia dla rodziny. Odszedł przyzwoity człowiek. A takich coraz mniej...
sobota, 26 listopada 2016
Myśleć jest ciężko.
Szczególnie. kiedy pakujemy sobie do głowy całe to internetowe szambo :)
Internet jest jak narkotyk dla umysłu żądnego informacji. A ponieważ informacja rządzi tym światem: każdy chce być na bieżąco.
Wielu zauważyło, że jest to ślepa uliczka. Ostatnie wybory w USA sprawiły, że liczni zaczęli bić na alarm... Zapewne w pustkę, oraz zdecydowanie za późno :)
Niesprawdzona, często wręcz niesprawdzalna informacja służy dzisiaj do wygrywania wyborów (również na naszym podwórku), toczenia wojen (Ukraina, Syria, Izrael, ISIS...) czy wpływania na politykę międzynarodową (USA, Niemcy, Rosja...) na poziomie mas.
Nie chodzi nawet o oszukanie generała, a raczej przekonanie większości do konkretnych działań lub ich braku.
Nigdy wcześniej nie byliśmy manipulowani na tak wielką skalę, co w obliczu coraz większej podaży informacji oraz środków jej przekazywania (zachód ma praktycznie nielimitowany dostęp do internetu w kieszeni), jest równocześnie tak proste (140 znaków może odmienić świat - cytat z ostatnich dni).
Jesteśmy bombardowani one-linerami, które mają dać nam obraz świata zdolny do pojęcia w ułamku sekundy. Mało kto jest w stanie oderwać się od tego szaleństwa i odsunąć się na tyle daleko, aby dostrzec perspektywę zachodzących procesów.
Zabiegani, zestresowani, skupieni na prozie życia... Jednocześnie prowadzeni bezczelnie za ucho, niczym urwis do tablicy.
Dociera do nas tak wiele informacji w tak krótkim czasie, że nie dziwi ogólne zakręcenie... w tym momencie ten kto najgłośniej wrzaśnie: ja znam rozwiązanie! - zwykle ciągnie tłum za sobą.
A zgodnie ze starą maksymą: "To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości." stacza nas to jako cywilizację w otchłań ignorancji.
Sami widzimy nasze elity, które delikatnie mówiąc zaufania godne nie są. Ani w rządzie, ani w opozycji. Siedzimy jak te baranki bez pasterza. Strach się bać... :)
Internet jest jak narkotyk dla umysłu żądnego informacji. A ponieważ informacja rządzi tym światem: każdy chce być na bieżąco.
Wielu zauważyło, że jest to ślepa uliczka. Ostatnie wybory w USA sprawiły, że liczni zaczęli bić na alarm... Zapewne w pustkę, oraz zdecydowanie za późno :)
Niesprawdzona, często wręcz niesprawdzalna informacja służy dzisiaj do wygrywania wyborów (również na naszym podwórku), toczenia wojen (Ukraina, Syria, Izrael, ISIS...) czy wpływania na politykę międzynarodową (USA, Niemcy, Rosja...) na poziomie mas.
Nie chodzi nawet o oszukanie generała, a raczej przekonanie większości do konkretnych działań lub ich braku.
Nigdy wcześniej nie byliśmy manipulowani na tak wielką skalę, co w obliczu coraz większej podaży informacji oraz środków jej przekazywania (zachód ma praktycznie nielimitowany dostęp do internetu w kieszeni), jest równocześnie tak proste (140 znaków może odmienić świat - cytat z ostatnich dni).
Jesteśmy bombardowani one-linerami, które mają dać nam obraz świata zdolny do pojęcia w ułamku sekundy. Mało kto jest w stanie oderwać się od tego szaleństwa i odsunąć się na tyle daleko, aby dostrzec perspektywę zachodzących procesów.
Zabiegani, zestresowani, skupieni na prozie życia... Jednocześnie prowadzeni bezczelnie za ucho, niczym urwis do tablicy.
Dociera do nas tak wiele informacji w tak krótkim czasie, że nie dziwi ogólne zakręcenie... w tym momencie ten kto najgłośniej wrzaśnie: ja znam rozwiązanie! - zwykle ciągnie tłum za sobą.
A zgodnie ze starą maksymą: "To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości." stacza nas to jako cywilizację w otchłań ignorancji.
Sami widzimy nasze elity, które delikatnie mówiąc zaufania godne nie są. Ani w rządzie, ani w opozycji. Siedzimy jak te baranki bez pasterza. Strach się bać... :)
środa, 9 listopada 2016
Victorinox C.D.
Piszę dwa lata po oryginalnym poście "Victorinox - rozmiar ma znaczenie".
Przez ten czas naprawdę doceniłem i poznałem owe narzędzie. Warto tutaj podkreślić ostatnie słowo, bo mamy do czynienia nie z zabawką/gadżetem (przypomnijmy, że omawiany scyzoryk to Vitorinox Rally, który ma jedynie 58 mm długości), ale pełnowartościowym, uniwersalnym scyzorykiem o szerokim spektrum zastosowań!
Po pierwsze: rozmiar!
Obawiałem się kupić scyzoryk, który w opisie dość często jest określony jako breloczek do kluczy. W dodatku dość drogi, jak na ów breloczek, bo cena w przedziale 40-60 zł za zawieszkę to bardzo dużo :)
Niemniej nie mogłem trafić lepiej. Zawsze mam go pod ręką, najczęściej w kieszonce jeansów przeznaczonej na bilon (gdzie idealnie się mieści). I zdarza mi się sięgać po niego kilka razy dziennie. Samo ostrze ma około 5 cm, ale w niczym to nie ujmuje jego skuteczności. Oczywiście świniaka tym nie rozbierzemy, ale tam gdzie potrzebny jest najczęściej nóż - zdaje egzamin perfekcyjnie. Rozwińmy paletę możliwości...
Po drugie: funkcjonalność!
O ostrzu już wspomniano... dodajmy, że świetnie sobie radzi z różnej maści blisterami, kartonami, taśmami, opaskami samozaciskowymi, plastikowymi zabezpieczeniami czy np. plastikowymi butelkami i puszkami po napojach (konserw jeszcze nie próbowałem nim otwierać, aczkolwiek byłoby to chyba zbyt ambitne zadanie dla tego modelu :)). Można nim do tego operować bardzo precyzyjnie, co często się przydaje w różnych sytuacjach (np. odcięcie metki, wystającej nitki czy wyciągnięcie zadry spod paznokcia..)
Śrubokręt - krzyżak jest bardzo dobrze wymodelowany i pewnie bierze mniejsze rozmiary śrub. Rozkręcimy nim niemal każdą zabawkę, laptopa, aparat, AGD, telewizor, komputer... Większość rozkręcalnego asortymentu, który otacza nas w codziennym życiu.
Płaski jest równie dobry, choć zakres użyteczności jest nieco mniejszy - głównie ze względu na mniejszą popularność owych śrub. Dobrze za to się nim podważa czy przytrzymuje różne rzeczy.
Pilniczek wiadomo - jest i myślę, że manicure na tratwie gdzieś pośrodku oceanu udało by się nim wykonać.
Otwieracz - działa, ale wymaga pewnej wprawy.
Na uwagę zasługuje także pinceta - bardzo dobra jak na niewielki rozmiar, oraz wykałaczka, która także bywa pomocna.
Po trzecie: użyteczność!
Opisałem to już wcześniej i powtórzę: masz go przy sobie zawsze, kiedy go potrzebujesz. Gdyby nie to, zapewne jego życie wyglądało by o wiele spokojniej :) Nie każdy chce, lubi albo ma ochotę nosić np. 10 cm kawałek metalu - co ma swój gabaryt i odpowiednio większą wagę.
Według mnie Victorinoxy serii 58mm są idealne na pierwszy scyzoryk i ośmielę się stwierdzić, że niczego więcej w codziennym użytku nie będziesz potrzebować.
Przez ten czas naprawdę doceniłem i poznałem owe narzędzie. Warto tutaj podkreślić ostatnie słowo, bo mamy do czynienia nie z zabawką/gadżetem (przypomnijmy, że omawiany scyzoryk to Vitorinox Rally, który ma jedynie 58 mm długości), ale pełnowartościowym, uniwersalnym scyzorykiem o szerokim spektrum zastosowań!
Po pierwsze: rozmiar!
Obawiałem się kupić scyzoryk, który w opisie dość często jest określony jako breloczek do kluczy. W dodatku dość drogi, jak na ów breloczek, bo cena w przedziale 40-60 zł za zawieszkę to bardzo dużo :)
Niemniej nie mogłem trafić lepiej. Zawsze mam go pod ręką, najczęściej w kieszonce jeansów przeznaczonej na bilon (gdzie idealnie się mieści). I zdarza mi się sięgać po niego kilka razy dziennie. Samo ostrze ma około 5 cm, ale w niczym to nie ujmuje jego skuteczności. Oczywiście świniaka tym nie rozbierzemy, ale tam gdzie potrzebny jest najczęściej nóż - zdaje egzamin perfekcyjnie. Rozwińmy paletę możliwości...
Po drugie: funkcjonalność!
O ostrzu już wspomniano... dodajmy, że świetnie sobie radzi z różnej maści blisterami, kartonami, taśmami, opaskami samozaciskowymi, plastikowymi zabezpieczeniami czy np. plastikowymi butelkami i puszkami po napojach (konserw jeszcze nie próbowałem nim otwierać, aczkolwiek byłoby to chyba zbyt ambitne zadanie dla tego modelu :)). Można nim do tego operować bardzo precyzyjnie, co często się przydaje w różnych sytuacjach (np. odcięcie metki, wystającej nitki czy wyciągnięcie zadry spod paznokcia..)
Śrubokręt - krzyżak jest bardzo dobrze wymodelowany i pewnie bierze mniejsze rozmiary śrub. Rozkręcimy nim niemal każdą zabawkę, laptopa, aparat, AGD, telewizor, komputer... Większość rozkręcalnego asortymentu, który otacza nas w codziennym życiu.
Płaski jest równie dobry, choć zakres użyteczności jest nieco mniejszy - głównie ze względu na mniejszą popularność owych śrub. Dobrze za to się nim podważa czy przytrzymuje różne rzeczy.
Pilniczek wiadomo - jest i myślę, że manicure na tratwie gdzieś pośrodku oceanu udało by się nim wykonać.
Otwieracz - działa, ale wymaga pewnej wprawy.
Na uwagę zasługuje także pinceta - bardzo dobra jak na niewielki rozmiar, oraz wykałaczka, która także bywa pomocna.
Po trzecie: użyteczność!
Opisałem to już wcześniej i powtórzę: masz go przy sobie zawsze, kiedy go potrzebujesz. Gdyby nie to, zapewne jego życie wyglądało by o wiele spokojniej :) Nie każdy chce, lubi albo ma ochotę nosić np. 10 cm kawałek metalu - co ma swój gabaryt i odpowiednio większą wagę.
Według mnie Victorinoxy serii 58mm są idealne na pierwszy scyzoryk i ośmielę się stwierdzić, że niczego więcej w codziennym użytku nie będziesz potrzebować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





