Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kombajn Bizon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kombajn Bizon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 września 2017

Pięćdziesiąt lat produkcji kombajnów do zbioru zbóż w Płocku 1954-2004

Kombajny serii Bizon po raz kolejny goszczą na blogu :) Tym razem w charakterze recenzji/opisu jednej z nielicznych publikacji na temat fabryki maszyn żniwnych oraz historii stojącej za powstaniem tej wspaniałej maszyny. 


„Pięćdziesiąt lat produkcji kombajnów do zbioru zbóż w Płocku 1954-2004”
Janusz Majchrzak, Jerzy Stefański, Wacław Wojciechowski.
Wyd. Towarzystwo Naukowe Płockie, Płock 2004

Książka podzielona jest na 5 zasadniczych części, z których trzy pierwsze napisane są kolejno przez autorów: 
1. Historia powstania fabryki począwszy od XIX wieku, przez sytuację powojenną, produkcję pierwszych maszyn rolniczych, a później kombajnów... aż po upadek zakładu w zderzeniu z gospodarką wolnorynkową (motyw ten pojawia się wielokrotnie w książce, poruszany na wiele sposobów przez autorów jak i innych pracowników fabryki w części "wspomnieniowej").

2. Rozwój zaplecza technologicznego zakładu wraz z opisem struktur organizacyjnych, kadrowych etc. Rozdział w mojej ocenie szczególnie zainteresowałby inżynierów, techników czy po prostu pasjonatów rozwoju techniki w naszym kraju.

3. Rozdział trzeci to szersza próba opisu oraz zmierzenia się z losem jaki spotkał fabrykę w latach 90, prowadząc do jej ostatecznego upadku, oraz przejęcia "zgliszczy" przez koncern Case New Holland. Opisane rzeczowo kolejne etapy i próby podźwignięcia zakładu z zapaści, Bez zbędnego politykowania (chociaż nie bez wskazania winy w rządzie), oraz nadmiernych emocji. Opis ciekawy zarówno z punktu widzenia historycznego (podobny los spotkał większość naszych dużych zakładów przemysłowych) jak i praktycznego (wskazanie, które działania były skuteczne, które mniej, czego zaniechano...). 

Kolejne rozdziały to wspomnienia pracowników fabryki, podzielone na dłuższą część opisującą ich losy związane bezpośrednio z FMŻ, oraz ostatni rozdział przedstawiający dalsze losy zarówno pracowników jak i części majątku spółki. 

Uzupełnieniem jest kolekcja fotografii oraz bogaty index wymienionych w książce osób (głównie pracowników FMŻ). 




    Pierwsze co rzuca się w oczy, i w sumie nie powinno być żadnym zaskoczeniem po zapoznaniu się z sylwetkami autorów, to styl narracji. Widać, że pisali to inżynierzy :) Oficjalnie jest to monografia, zatem dość oszczędna w opisach, ale bogata w treści. Poza dr J.Stefańskim, który przedstawia nam rys historyczny fabryki, królują na kartach technicy :) Lektura jest jednak bardzo przystępnie napisana i z pewnością nie tylko dla umysłów ścisłych. Sam pomimo, że nie ogarniam tematu zbyt dobrze (wiem co to tokarka ;)), a z produkcją miałem niewiele wspólnego, przeczytałem całość z nieukrywaną przyjemnością. Niemal w każdym zdaniu przebija się zaangażowanie i pasja autorów, duma z pracy oraz osiągnięć zakładu oraz niesamowita droga, jaką przebyli. Dużo uwagi poświęcone jest też załodze, której wkład w fabrykę jest podkreślany na każdym niemal kroku. Obecnie dość egzotyczne myślenie, jak mi się wydaje ;) 
   Dalej mamy dość szczegółowo opisane przygotowania do wdrażania kolejnych produktów fabryki, począwszy od żniwiarek, przez Vistule, aż w końcu Bizony w każdej wersji (Rekord, Gigant, Super, ZO40, wersje eksportowe etc.) i to spoglądając nań z kilku perspektyw! Narracje mieszają się i tą samą historię obserwujemy oczami głównego projektanta, kierownika odlewni, kierownika OBR, dyrektora głównego czy kierownika produkcji... Którzy wiążą z FMŻ losy swego życia na różnych etapach życia fabryki. Daje to szerokie spektrum na całość historii FMŻ. Opisane są zarówno maszyny używane w produkcji, procedury obowiązujące na poszczególnych działach jak i innowacje technologiczne wprowadzane do produktów. Cenne z mojej perspektywy były także opisy życia/pracy w okresie PRLu.

   Historia FMŻ, przez całą ewolucję fabryki, pełna jest zakrętów, momentów przełomowych oraz walki o byt. Równocześnie wielu powodów do dumy dla pracowników. Oto w kraju niemal doszczętnie zniszczonym przez wojnę powstaje z popiołów, rozwija się i odnosi sukcesy nowoczesny zakład produkcyjny. Kombajny zbożowe, w szczególności Bizon, zmieniły obraz polskiej wsi, do dzisiaj królując na polach. Pomimo faktu, że noszono się z zamiarem zakupu licencji zachodniej, a sam Bizon powstawał niejako w konspiracji, po godzinach, tworzony "za darmo" przez pracowników i bez żadnych gwarancji na wdrożenie do produkcji w realiach gospodarki centralnie sterowanej. A jednak powstał i był ogromnym sukcesem. Historia FMŻ i Bizona jest wspaniałą opowieścią o poświęceniu, ryzyku, oddaniu oraz determinacji jej pracowników. W czasach ZSSR udało im się stworzyć polski, zaawansowany produkt niemal od zera, który odniósł sukces w kraju jak i za granicą. O tym jest ta książka. Równocześnie do historii takich zakładów jak FSM czy FSO, toczyła się batalia o polską wieś: jej rozwój i przyszłość. Dla wielu historia nieznana, pominięta, zapomniana... W końcu pojazdem np. FSO czy FSM poruszał się praktycznie każdy czterdziestolatek w tym kraju, do czego Bizona nie sposób porównać. Z drugiej strony, nie ma chyba takiej osoby, które nie wiedziała by czym ten Bizon jest. Tym bardziej boli fakt, że zakład nie przetrwał bolesnego zderzenia z transformacją ustrojową...

   Polecam zatem każdemu, kogo ciekawi rozwój techniki w naszym kraju. Z jakimi przeciwnościami zakład przez te 50 lat musiał się mierzyć, oraz co zadecydowało o tym, że jak napisałem ciut wyżej: każdy w tym kraju wie co to kombajn Bizon :)
 

Errata:
Na ślad tej publikacji trafiłem dzięki bardzo ciekawemu artykułowi w portalu www.konstrukcjeinzynierskie.pl (linki na dole), dotyczącym historii kombajnów z Płocka. Wskutek kolejnego nawrotu choroby bizonowej, musiałem zgłębić temat bardziej. Stąd moje poszukiwania opisywanej publikacji. Po samą książkę, niedostępną w tej chwili w żadnej księgarni, wybrałem się ponad 200 km... do biblioteki w Płocku (niewielki nakład czyni pozycję wyjątkowo trudno dostępną). Mimo to szczerze zachęcam do zgłębienia historii FMŻ. W sieci jest trochę informacji na ten temat... Warto też byłoby napisać do wydawcy, być może pod wpływem zainteresowania zdecydował by się na dodruk książki (napisałem do nich w pierwszej kolejności, licząc na jakieś zachomikowane egzemplarze... niestety bez sukcesu). Opisywany egzemplarz znalazłem w bibliotece i jest szansa, że znajduje się on jeszcze w kilku większych miastach w Polsce. Z tego co wiem istnieje też system wypożyczania zdalnego, w którym biblioteka, która posiada interesującą was pozycję, może wysłać ją do tej waszej.

Osobiście i szczerze polecam.

www:
Artykuły o Bizonie na konstrukcjeinzynierskie.pl 
"30 Lat produkcji kombajnów..." - starszy tekst jednego z autorów, przedsmak tego co znajdziemy w książce. 

PS: 
"Pierwszego września 1971 roku z taśmy montażowej FMŻ zjechała ostatnia Vistula z numerem 19 000, a na taśmę wszedł BIZON. Historyczny moment. Zmiana pokoleń." - 46 lat temu... :)

niedziela, 31 lipca 2016

Bizon.

Jakiś tydzień temu siedziałem późnym wieczorem na tarasie u teściów, oczekując na pojawienie się Ł, T & spółki celem wyjścia na bro...
Z bliżej nieokreślonej oddali doszedł mnie dźwięk, którego nikt mający do czynienia ze żniwami nie pomyli :) Owa piękna muzyka to nic innego jak sześciocylindrowy, rzędowy diesel Leyland SW400, ulokowany w kwadratowym cielsku Super Bizona ZO 56, koszącego właśnie jakieś pole i młócącego radośnie zboże o zmierzchu (chciało by się rzec: z zachodem słońca w tle, ale kombajnu na oczy nie widziałem... musiał być gdzieś daleko).



Aby wyjaśnić, dla czego dźwięk pracującego kombajnu (ten sam silnik montowany był również w Autosanach H-09), z włączonym zespołem żniwnym i młocarnią, powoduje, że łzy mi praktycznie same napływają do oczu ze wzruszenia, muszę cofnąć się do lat młodości.

Wtedy właśnie, będąc szczylem może 10, może 12 letnim uskuteczniałem rajdy rowerem typu rodeo, a potem MMB3 po bliskich i dalszych polach w rejonie zamieszkania mojej babci. W poszukiwaniu kombajnów oczywiście. W 95% Bizonów :) Z domu potrafiłem określić kierunek, ilość oraz oddalenie wspomnianych bizonów od babcinego domu. Potraficie rozpoznać dźwięki pracującego  kombajnu, niesione z wiatrem ponad łanami zbóż i świeżymi rżyskami na kilka kilometrów? Myślę, że dla kogoś wychowanego na wsi to żaden wyczyn. Dla mnie wtedy to była magia :)
 Zaraz po śniadaniu wskakiwałem na rower i długa na pola, aby poprosić kombajnistę o przejażdżkę, ew. popatrzeć, posłuchać... Do dziś mam te obrazy przed oczami.
Jak zdarzyło się, ze przejeżdżał ulicą, to stałem tam aż nie zniknął z oczu. Maszyna wielka jak dom, szeroka na całą ulicę, głośna i wzbudzająca poruszenie wszędzie, gdzie się pojawiła. 
Raz w nocy nawet zeskakiwałem na ślimaka, aby pomóc w oczyszczeniu ze słomy, która zablokował heder. Potem się zorientowałem, że mam rozciętą skórę przy goleni, aż krew zdążyła już skarpetki ubrudzić. Wtedy nie czułem nic, podekscytowany wydarzeniem i sposobnością współuczestnictwa w pracy... do dzisiaj mam bliznę w tamtym miejscu.
Kąpiele w świeżo zmłóconym zbożu, pełnym owadów wszelkiej maści... ale zapach i uczucie ziarenek pomiędzy palcami bezcenne.
Kilka razy dostałem solidne cięgi za swoje eskapady, gdy zapomniało mi się powiedzieć dokąd jadę... od 9 do 22:00 będąc poza domem.
Każdy kombajn na okolicznych polach był mi znany, a każdy "nowy" był wielkim wydarzeniem. Jak na kilkulatka byłem prawdziwym ekspertem od bizonów ;) Różnice konstrukcyjne, kolejne modele, nowości... Nic nie było mi obce. A fakt, ze działo się to w latach 90-tych, renesansie Bizonów na polach (FMŻ chyliła się już ku upadkowi: w 1989 r wyprodukowano 5847 szt, w 1993 już tylko 195), dodaje pewnych walorów historycznych mojej ówczesnej pasji.

Dziś są systematycznie wypierane przez zachodnie konstrukcje. Często używane i w nie najlepszym stanie. Mimo to, zdarza się dostrzec na polu ZO-40 (wyróżnia go bordowy kolor, potem były najpopularniejsze czerwone, pomarańczowe i nowsze: niebieskie) starszego ode mnie, który wciąż pracuje, jak co roku od 40-50 sezonów. Tym bardziej zabolał mnie fakt wyczytany na wikipedii: "Pierwszy egzemplarz serii Bizon nie został sprzedany i był przechowywany przez producenta. Został zezłomowany po przejęciu fabryki przez firmę New Holland Agriculture."
Gdzie byli pracownicy fabryki? Gdzie związki zawodowe? Gdzie prasa i telewizja? Gdzie wreszcie rolnicy, kiedy oddano ten kawał polskiej historii na złom? Ten przykry fakt, oraz wspomniany wcześniej lipcowy wieczór na werandzie, natchnęło mnie do napisania tego posta...