Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FMŻ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FMŻ. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2020

Koszulki Bizon w sklepie nikiniki.pl

 UWAGA: to NIE jest artykuł sponsorowany! :)


Głód na Bizonowe gadżety nie odpuszcza zatem na urodziny zażyczyłem sobie od swojej lepszej połowy kilka pierdółek z jakże obiecująco wyglądającego asortymentu sklepu nikiniki.pl. 

Mam w swojej szafie koszulkę z logo Super Bizon kupioną rok-dwa temu z pewnej aukcji. Jej jakość okazała się jednak daleka od deklarowanej marki premium nie tylko dla samej koszulki (fruit of the loom) ale też nadruku. Koszulka jest szorstka w dotyku i nierozciągliwa, a sam krój pozostawia wiele do życzenia. Ponadto nadruk zaczął odpadać i się łuszczyć przed osiągnięciem 10 wizyty w pralce - przy użytku rekreacyjnym, jednodniowym, jako główne okrycie wierzchnie latem ;) Produkt z epoki lat 90 i bazarowych okazji... niestety.

Po jakimś czasie...

Niespodziewanie dla mnie wyuczone algorytmy SI wyszukiwarki, przy współpracy z nie mniej bezdusznym automatem w portalu społecznościowym spełniły moje podświadome marzenia o posiadaniu czegoś fajnego z Bizonem.  

Trafiłem na reklamy sklepu nikiniki.pl, który to oferował wysokiej jakości koszulki i bluzy z kultowymi wynalazkami polskiej motoryzacji na nich (i nie tylko). Wśród Żuków, Nys, Ursusów C360 czy Fiatów znalazło się także miejsce na Bizona w najbardziej popularnej wersji Z056. Oczywiście podszedłem do sprawy z pewną rezerwą bo raz: nie lubię jak mi się coś narzuca, czy wręcz kłuje w oczy (kampania promocyjna była zdaje się dobrze opłacona ;)), a dwa, że nauczony doświadczeniem podchodziłem z dużą rezerwą do obietnic "wysokiej jakości".

W zasadzie kluczowy okazał się design, czyli stworzony przez artystę/grafika Jarosława Danielaka kombajn w ciekawym ujęciu. Zresztą każdy z prezentowanych tam wzorów jest "czyiś", a nie skopiowanym po chamsku obrazkiem z internetu. Punkt za to. 

Sama grafika nie jest naklejonym na tkaninę sitodrukiem, a niejako "wmalowanym" w koszulkę obrazem (choć adekwatniej należało by powiedzieć nadrukowanym na koszulce).







Oprócz koszulki skusiłem się także na kubek, tych nigdy dość! Torba na zakupy została za to dana niejako w gratisie do zamówienia - teraz ta opcja dostępna jest przy okazji paczki prezentowej.

Sama obsługa klienta oraz przesyłka zrobiły na mnie dobre wrażenie. Rynek customowych gadżetów jest nasycony, ale osoby stojące za marką odrobiły lekcje i wyszły naprzeciw klienta z czymś świeżym i niebanalnym. 

Koszulka jak na razie sprawuje się doskonale. Jest wykonana z przyjemnego materiału, krój ma nowoczesny, dobrze leżący na człowieku ;) Po nadruku nie widać na razie zużycia (kilka prań już za sobą ma), ale mogę zapewnić, że przynajmniej nie będzie odpadać, a afekt sprania maskuje sam obrazek ze swoimi postrzępieniami i efektami artystycznymi. Grafika wygląda jakby włókna były barwione "fabrycznie". Jej jakość jest nieporównywalna do sitodruku.

Do kubka w zasadzie także nie można się przyczepić, poza faktem, że to najprostszy model. Chciało by się mieć coś ciekawszego w formie. Czy inny model, czy np. z kolorowym wnętrzem - czerwone prezentowało by się doskonale.

Torba jak torba - dość sztywny materiał, użytkowałem w zasadzie dwa razy i porównując do innych tego typu to jest wykonana z grubszej tkaniny. Miły dodatek.

Sumarycznie mogę polecić, gdyż nie ma niczego lepszego obecnie na rynku. Patrząc na stale poszerzaną gamę wzorów i produktów (dziecięce body, bluzy, pudełka słodyczy, ściereczki do okularów czy plakaty....) z czasem każdy znajdzie coś dla siebie. Nie brak także motywów rolniczych w ofercie :) Bardzo fajna opcja na prezent!

Z uwag na koniec polecałbym biały kolor w przypadku Bizona. Przy innych wzorach dostrzegłem, ze niektóre kłócą się z wybranymi kolorami nadruków (np. czarna koszulka z Bizonem wygląda dziwnie...)

niedziela, 29 marca 2020

The Long, long way (5000!)

W swoim życiu kilkukrotnie udało mi się otrzeć o wypadki/przypadki czy wydarzenia tak nieprawdopodobne, że mogłyby nosić znamiona cudu. Dzisiaj dotarło do mnie, że oto znów, nieświadomie, dawno temu (ale to prawda!) i w sumie całkiem przypadkowo maczałem swe paluszki w pewnej niesamowitej historii.

A zaczęło się niewinnie, od telefonu pewnego klienta zainteresowanego (pilnym!) transportem kombajnu. Pracowałem wtedy jako spedytor w firmie Sobol-Trans, więc nie było to dla mnie nic szczególnego - robiliśmy to niemal codziennie: jednym z filarów działalności firmy był właśnie transport kombajnów po EU. Kombajn okazał się być naszym rodzimym Super Bizonem Z056, który to jakiś pasjonat emigrant z USA kupił w okolicy Zambrowa. Tak się złożyło, że byliśmy w okolicy, mieliśmy wolne auto... i w godzinkę nasz transport pojawił się u gospodarza :)
Zapamiętałem to zlecenie dokładnie, gdyż nigdy wcześniej, ani później nie woziliśmy Bizona. Generalnie specjalizując się w kombajnach zachodnich, przeważnie dużych, naszymi klientami byli importerzy czy firmy usługowe wynajmujące kombajny na usługi na terenie całej Europy.
No i był to jeden z nielicznych transportów, które przeprowadziłem sam od A do Z.


Na zdjęciu już zapakowany, ale więcej można się dowiedzieć z filmu, na który natrafiłem dopiero dzisiaj:


Tak oto stałem się jednym z trybików w dość skomplikowanej maszynie. Na razie bowiem chodzi tylko o zakup Bizona, filmik na YT... a szczęśliwy nabywca nie jest w sumie gwiazdą Hollywood ;)
Przejdźmy zatem o kilka lat do przodu... kiedy to studiując historię FMŻ natrafiłem na ślady LONGa 5000 - jednej chyba z najbardziej nietypowej wersji eksportowej w historii FMŻ.


LONG 5000 to wersja Bizona Super z powiększonym zbiornikiem na ziarno, hydraulicznym otwieraniem rury zsypowej czy często o napędzie hydrostatycznym... Co w latach jego produkcji było absolutnie wyjątkowe i stosowane tylko w eksporcie. Co ciekawe również zegary były w jednostkach stosowanych w USA. No i oryginalnie malowane były na niebiesko, co w krajowej produkcji pojawiło się dopiero w połowie lat 90-tych. Importer na miejscu naklejał swój logotyp, oraz doposażał kombajn w motowidła produkcji JD, klimatyzację oraz sieczkarnie.
Po wysłaniu tych 200 sztuk za ocean generalnie importer zrezygnował z dalszej współpracy. A pozostałe w fabryce kilkadziesiąt sztuk przemalowano na czerwono i zaoferowano jako Bizon America na rynek skandynawski. Kilka-kilkanaście sztuk doczekało się re-eksportu do Polski i można gdzieniegdzie spotkać takiego Bizona w polu.

Aż dziwne, że nigdy nie rzucił mi się w oczy... wszak był czas, że przejeżdżałem tamtędy codziennie :)

Wracając jednak za ocean... Przez dłuższy czas pojawiały się różne zasłyszane fakty o Longach. Ktoś sobie przypominał, że takiego widział. Gdzieś dwa stały przy drodze... Polonia dość aktywnie starała się wytropić ślady ukochanej ojczyzny na jankeskich rżyskach. Bez skutku.
Obserwowałem te starania przez dłuższy czas. Nie napawały szczególnym optymizmem, zwłaszcza, że los tych kombajnów był raczej przesądzony. Bez dostępu części zamiennych prędzej czy później kończyły na złomie... A czy jakiś mógłby przetrwać te prawie 50 lat w stanie nie jako kurnik albo porośnięty badylem wrak?
Dopiero na tym forum udało się natrafić na ślad jednego z 200-230 egzemplarzy wyeksportowanych do USA, który najprawdopodobniej przetrwał do dzisiejszych czasów.
Odzew był tak duży, że gość, który umieścił ten post został zasypany wiadomościami od Polaków, a na forum nie dało się zarejestrować z zagranicy (próbowałem... :D).
Historia zakończyła się jednak happy-endem, jak w dobrej, hollywoodzkiej produkcji ;)
Kombajn został odnaleziony i kupiony przez pasjonata-emigranta z Polski.

Za 200$ ów szczęśliwiec zakupił kombajn, który podczas 3 żniw uległ awarii i przez kolejne kilkadziesiąt lat przestał w garażu w stanie nienaruszonym - właściciel zapewne miał problem z importem części z Polski. Udało się zatem odnaleźć wyjątkowy egzemplarz w naprawdę wyjątkowym stanie (ze świecą szukać w Polsce tak zadbanego zwykłego Bizona).

Ale gdzie w tym mój udział?
Cóż... wprawdzie kontaktowałem się z tym i owym, miałem już nawet heroiczny plan jak ew. sprowadzić toto do kraju, gdyby udało się go odnaleźć... z gotową listą kontaktów muzeów, firm transportowych i mediów, które mogłyby dopomóc sprawie ;)
No ale na szczęście nie było to potrzebne :)

Klamrą, która spina całość jest fakt, że Bizon, którego pomagałem przewieźć przez pół Polski kilka lat temu i Long 5000 cudem odnaleziony po drugiej stronie oceanu mają tego samego właściciela :)

piątek, 1 września 2017

Pięćdziesiąt lat produkcji kombajnów do zbioru zbóż w Płocku 1954-2004

Kombajny serii Bizon po raz kolejny goszczą na blogu :) Tym razem w charakterze recenzji/opisu jednej z nielicznych publikacji na temat fabryki maszyn żniwnych oraz historii stojącej za powstaniem tej wspaniałej maszyny. 


„Pięćdziesiąt lat produkcji kombajnów do zbioru zbóż w Płocku 1954-2004”
Janusz Majchrzak, Jerzy Stefański, Wacław Wojciechowski.
Wyd. Towarzystwo Naukowe Płockie, Płock 2004

Książka podzielona jest na 5 zasadniczych części, z których trzy pierwsze napisane są kolejno przez autorów: 
1. Historia powstania fabryki począwszy od XIX wieku, przez sytuację powojenną, produkcję pierwszych maszyn rolniczych, a później kombajnów... aż po upadek zakładu w zderzeniu z gospodarką wolnorynkową (motyw ten pojawia się wielokrotnie w książce, poruszany na wiele sposobów przez autorów jak i innych pracowników fabryki w części "wspomnieniowej").

2. Rozwój zaplecza technologicznego zakładu wraz z opisem struktur organizacyjnych, kadrowych etc. Rozdział w mojej ocenie szczególnie zainteresowałby inżynierów, techników czy po prostu pasjonatów rozwoju techniki w naszym kraju.

3. Rozdział trzeci to szersza próba opisu oraz zmierzenia się z losem jaki spotkał fabrykę w latach 90, prowadząc do jej ostatecznego upadku, oraz przejęcia "zgliszczy" przez koncern Case New Holland. Opisane rzeczowo kolejne etapy i próby podźwignięcia zakładu z zapaści, Bez zbędnego politykowania (chociaż nie bez wskazania winy w rządzie), oraz nadmiernych emocji. Opis ciekawy zarówno z punktu widzenia historycznego (podobny los spotkał większość naszych dużych zakładów przemysłowych) jak i praktycznego (wskazanie, które działania były skuteczne, które mniej, czego zaniechano...). 

Kolejne rozdziały to wspomnienia pracowników fabryki, podzielone na dłuższą część opisującą ich losy związane bezpośrednio z FMŻ, oraz ostatni rozdział przedstawiający dalsze losy zarówno pracowników jak i części majątku spółki. 

Uzupełnieniem jest kolekcja fotografii oraz bogaty index wymienionych w książce osób (głównie pracowników FMŻ). 




    Pierwsze co rzuca się w oczy, i w sumie nie powinno być żadnym zaskoczeniem po zapoznaniu się z sylwetkami autorów, to styl narracji. Widać, że pisali to inżynierzy :) Oficjalnie jest to monografia, zatem dość oszczędna w opisach, ale bogata w treści. Poza dr J.Stefańskim, który przedstawia nam rys historyczny fabryki, królują na kartach technicy :) Lektura jest jednak bardzo przystępnie napisana i z pewnością nie tylko dla umysłów ścisłych. Sam pomimo, że nie ogarniam tematu zbyt dobrze (wiem co to tokarka ;)), a z produkcją miałem niewiele wspólnego, przeczytałem całość z nieukrywaną przyjemnością. Niemal w każdym zdaniu przebija się zaangażowanie i pasja autorów, duma z pracy oraz osiągnięć zakładu oraz niesamowita droga, jaką przebyli. Dużo uwagi poświęcone jest też załodze, której wkład w fabrykę jest podkreślany na każdym niemal kroku. Obecnie dość egzotyczne myślenie, jak mi się wydaje ;) 
   Dalej mamy dość szczegółowo opisane przygotowania do wdrażania kolejnych produktów fabryki, począwszy od żniwiarek, przez Vistule, aż w końcu Bizony w każdej wersji (Rekord, Gigant, Super, ZO40, wersje eksportowe etc.) i to spoglądając nań z kilku perspektyw! Narracje mieszają się i tą samą historię obserwujemy oczami głównego projektanta, kierownika odlewni, kierownika OBR, dyrektora głównego czy kierownika produkcji... Którzy wiążą z FMŻ losy swego życia na różnych etapach życia fabryki. Daje to szerokie spektrum na całość historii FMŻ. Opisane są zarówno maszyny używane w produkcji, procedury obowiązujące na poszczególnych działach jak i innowacje technologiczne wprowadzane do produktów. Cenne z mojej perspektywy były także opisy życia/pracy w okresie PRLu.

   Historia FMŻ, przez całą ewolucję fabryki, pełna jest zakrętów, momentów przełomowych oraz walki o byt. Równocześnie wielu powodów do dumy dla pracowników. Oto w kraju niemal doszczętnie zniszczonym przez wojnę powstaje z popiołów, rozwija się i odnosi sukcesy nowoczesny zakład produkcyjny. Kombajny zbożowe, w szczególności Bizon, zmieniły obraz polskiej wsi, do dzisiaj królując na polach. Pomimo faktu, że noszono się z zamiarem zakupu licencji zachodniej, a sam Bizon powstawał niejako w konspiracji, po godzinach, tworzony "za darmo" przez pracowników i bez żadnych gwarancji na wdrożenie do produkcji w realiach gospodarki centralnie sterowanej. A jednak powstał i był ogromnym sukcesem. Historia FMŻ i Bizona jest wspaniałą opowieścią o poświęceniu, ryzyku, oddaniu oraz determinacji jej pracowników. W czasach ZSSR udało im się stworzyć polski, zaawansowany produkt niemal od zera, który odniósł sukces w kraju jak i za granicą. O tym jest ta książka. Równocześnie do historii takich zakładów jak FSM czy FSO, toczyła się batalia o polską wieś: jej rozwój i przyszłość. Dla wielu historia nieznana, pominięta, zapomniana... W końcu pojazdem np. FSO czy FSM poruszał się praktycznie każdy czterdziestolatek w tym kraju, do czego Bizona nie sposób porównać. Z drugiej strony, nie ma chyba takiej osoby, które nie wiedziała by czym ten Bizon jest. Tym bardziej boli fakt, że zakład nie przetrwał bolesnego zderzenia z transformacją ustrojową...

   Polecam zatem każdemu, kogo ciekawi rozwój techniki w naszym kraju. Z jakimi przeciwnościami zakład przez te 50 lat musiał się mierzyć, oraz co zadecydowało o tym, że jak napisałem ciut wyżej: każdy w tym kraju wie co to kombajn Bizon :)
 

Errata:
Na ślad tej publikacji trafiłem dzięki bardzo ciekawemu artykułowi w portalu www.konstrukcjeinzynierskie.pl (linki na dole), dotyczącym historii kombajnów z Płocka. Wskutek kolejnego nawrotu choroby bizonowej, musiałem zgłębić temat bardziej. Stąd moje poszukiwania opisywanej publikacji. Po samą książkę, niedostępną w tej chwili w żadnej księgarni, wybrałem się ponad 200 km... do biblioteki w Płocku (niewielki nakład czyni pozycję wyjątkowo trudno dostępną). Mimo to szczerze zachęcam do zgłębienia historii FMŻ. W sieci jest trochę informacji na ten temat... Warto też byłoby napisać do wydawcy, być może pod wpływem zainteresowania zdecydował by się na dodruk książki (napisałem do nich w pierwszej kolejności, licząc na jakieś zachomikowane egzemplarze... niestety bez sukcesu). Opisywany egzemplarz znalazłem w bibliotece i jest szansa, że znajduje się on jeszcze w kilku większych miastach w Polsce. Z tego co wiem istnieje też system wypożyczania zdalnego, w którym biblioteka, która posiada interesującą was pozycję, może wysłać ją do tej waszej.

Osobiście i szczerze polecam.

www:
Artykuły o Bizonie na konstrukcjeinzynierskie.pl 
"30 Lat produkcji kombajnów..." - starszy tekst jednego z autorów, przedsmak tego co znajdziemy w książce. 

PS: 
"Pierwszego września 1971 roku z taśmy montażowej FMŻ zjechała ostatnia Vistula z numerem 19 000, a na taśmę wszedł BIZON. Historyczny moment. Zmiana pokoleń." - 46 lat temu... :)

niedziela, 31 lipca 2016

Bizon.

Jakiś tydzień temu siedziałem późnym wieczorem na tarasie u teściów, oczekując na pojawienie się Ł, T & spółki celem wyjścia na bro...
Z bliżej nieokreślonej oddali doszedł mnie dźwięk, którego nikt mający do czynienia ze żniwami nie pomyli :) Owa piękna muzyka to nic innego jak sześciocylindrowy, rzędowy diesel Leyland SW400, ulokowany w kwadratowym cielsku Super Bizona ZO 56, koszącego właśnie jakieś pole i młócącego radośnie zboże o zmierzchu (chciało by się rzec: z zachodem słońca w tle, ale kombajnu na oczy nie widziałem... musiał być gdzieś daleko).



Aby wyjaśnić, dla czego dźwięk pracującego kombajnu (ten sam silnik montowany był również w Autosanach H-09), z włączonym zespołem żniwnym i młocarnią, powoduje, że łzy mi praktycznie same napływają do oczu ze wzruszenia, muszę cofnąć się do lat młodości.

Wtedy właśnie, będąc szczylem może 10, może 12 letnim uskuteczniałem rajdy rowerem typu rodeo, a potem MMB3 po bliskich i dalszych polach w rejonie zamieszkania mojej babci. W poszukiwaniu kombajnów oczywiście. W 95% Bizonów :) Z domu potrafiłem określić kierunek, ilość oraz oddalenie wspomnianych bizonów od babcinego domu. Potraficie rozpoznać dźwięki pracującego  kombajnu, niesione z wiatrem ponad łanami zbóż i świeżymi rżyskami na kilka kilometrów? Myślę, że dla kogoś wychowanego na wsi to żaden wyczyn. Dla mnie wtedy to była magia :)
 Zaraz po śniadaniu wskakiwałem na rower i długa na pola, aby poprosić kombajnistę o przejażdżkę, ew. popatrzeć, posłuchać... Do dziś mam te obrazy przed oczami.
Jak zdarzyło się, ze przejeżdżał ulicą, to stałem tam aż nie zniknął z oczu. Maszyna wielka jak dom, szeroka na całą ulicę, głośna i wzbudzająca poruszenie wszędzie, gdzie się pojawiła. 
Raz w nocy nawet zeskakiwałem na ślimaka, aby pomóc w oczyszczeniu ze słomy, która zablokował heder. Potem się zorientowałem, że mam rozciętą skórę przy goleni, aż krew zdążyła już skarpetki ubrudzić. Wtedy nie czułem nic, podekscytowany wydarzeniem i sposobnością współuczestnictwa w pracy... do dzisiaj mam bliznę w tamtym miejscu.
Kąpiele w świeżo zmłóconym zbożu, pełnym owadów wszelkiej maści... ale zapach i uczucie ziarenek pomiędzy palcami bezcenne.
Kilka razy dostałem solidne cięgi za swoje eskapady, gdy zapomniało mi się powiedzieć dokąd jadę... od 9 do 22:00 będąc poza domem.
Każdy kombajn na okolicznych polach był mi znany, a każdy "nowy" był wielkim wydarzeniem. Jak na kilkulatka byłem prawdziwym ekspertem od bizonów ;) Różnice konstrukcyjne, kolejne modele, nowości... Nic nie było mi obce. A fakt, ze działo się to w latach 90-tych, renesansie Bizonów na polach (FMŻ chyliła się już ku upadkowi: w 1989 r wyprodukowano 5847 szt, w 1993 już tylko 195), dodaje pewnych walorów historycznych mojej ówczesnej pasji.

Dziś są systematycznie wypierane przez zachodnie konstrukcje. Często używane i w nie najlepszym stanie. Mimo to, zdarza się dostrzec na polu ZO-40 (wyróżnia go bordowy kolor, potem były najpopularniejsze czerwone, pomarańczowe i nowsze: niebieskie) starszego ode mnie, który wciąż pracuje, jak co roku od 40-50 sezonów. Tym bardziej zabolał mnie fakt wyczytany na wikipedii: "Pierwszy egzemplarz serii Bizon nie został sprzedany i był przechowywany przez producenta. Został zezłomowany po przejęciu fabryki przez firmę New Holland Agriculture."
Gdzie byli pracownicy fabryki? Gdzie związki zawodowe? Gdzie prasa i telewizja? Gdzie wreszcie rolnicy, kiedy oddano ten kawał polskiej historii na złom? Ten przykry fakt, oraz wspomniany wcześniej lipcowy wieczór na werandzie, natchnęło mnie do napisania tego posta...